Podcast o inwestowaniu i giełdzie. Nowa rozmowa co tydzień.Najnowsze odcinki    Kody dla widzów
Rynki
Wczytuję notowania…
TradingViewPełne notowania na TradingView

Szalone lata 90. na GPW: Zlecenia na kartkach, sygnały od UFO i giełda w siedzibie partii

Szalone lata 90. na GPW – Piotr Kuczyński, podcast Zyskowna Strona

Jak naprawdę wyglądały początki Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie? Gościem podcastu „Zyskowna Strona” był Piotr Kuczyński – analityk Domu Inwestycyjnego Xelion, inżynier elektronik i jeden z najbardziej rozpoznawalnych komentatorów rynku w Polsce. W sentymentalnej podróży opowiada o latach 90. na GPW: zleceniach na kolorowych kartkach, kursach na telegazecie, pierwszych bańkach spekulacyjnych i lekcjach, które pozostają aktualne do dziś.

Kim jest Piotr Kuczyński?

Piotr Kuczyński w 1973 roku ukończył elektronikę na Politechnice Gdańskiej i trafił do zakładów Mera-Błonie. Wbrew nazwie nie produkowano tam zegarków, lecz drukarki komputerowe. Kierowany przez niego siedmioosobowy zespół stworzył – jak sam mówi – prawdopodobnie pierwszy, a może i jedyny komputer na mikroprocesorach Intela (8080, a później 8085) w całym RWPG.

W 1981 roku, jako działacz „Solidarności”, został zwolniony z pracy – oficjalnie „z powodu odmowy zdjęcia znaczka Solidarności z klapy marynarki”. Później pracował w firmie polonijnej Impol, a na przełomie dekad zajmował się handlem. Giełdą zainteresował się dopiero we wrześniu 1993 roku.

Pierwsza transakcja i pierwsza lekcja

Pierwszą sesję na GPW przeprowadzono 16 kwietnia 1991 roku – w dniu 41. urodzin Piotra Kuczyńskiego. On sam kupił pierwsze akcje dwa lata później. Były to walory Sokołowa, na których szybko stracił 700 zł.

Radzę ci, żebyś na początek poniósł stratę, bo wtedy zaczniesz myśleć.

Ta strata okazała się najlepszą nauczką. Dopiero po niej zaczął studiować rynek, czytać i się uczyć. Jego rada dla początkujących jest dwuczęściowa: najpierw spróbuj inwestować „na sucho”, bez pieniędzy, ale pamiętaj, że z prawdziwym kapitałem emocje wyglądają zupełnie inaczej.

Giełda w siedzibie KC PZPR

Pierwsza siedziba giełdy mieściła się w dawnym gmachu KC PZPR przy rondzie de Gaulle’a, naprzeciwko słynnej palmy. Nie była to jednak wielka sala, tylko stosunkowo mały pokój, a ludzie tłoczyli się nawet na korytarzu.

  • Zlecenia krzyczane do maklera: makler siedział przy telefonie i przyjmował zlecenia wykrzykiwane przez inwestorów.
  • Kursy na telegazecie: notowania wyświetlały się na telewizorze stojącym obok maklera.
  • Jeden fixing: nie było notowań ciągłych, a sesje odbywały się tylko kilka razy w tygodniu.
  • Pięć spółek na start: Exbud, Kable, Krosno, Próchnik i Tonsil – z tych pionierów dziś niewiele pozostało na parkiecie.

Brak notowań ciągłych miał poważne konsekwencje. Przy przewadze zleceń kupna pojawiały się same redukcje, a przy przewadze sprzedaży – oferty sprzedaży bez handlu. Kto źle trafił, mógł mieć trzy takie sesje z rzędu i skończyć z kilkudziesięcioprocentową stratą.

Kolejka jako wskaźnik kontrariański

Najciekawsza anegdota dotyczy punktów obsługi klienta (POK), w których tłoczył się „głos ludu”. Zlecenia składano na kolorowych kartkach – innej barwy dla kupna, innej dla sprzedaży.

Jak trzymali niebieskie, to myśmy składali zlecenia na różowe. Jak trzymali różowe, to myśmy składali na niebieskie. Prawie zawsze nam się udawało trafić.

Kuczyński z kolegami jeździł po POK-ach i obserwował, jakiego koloru kartki trzyma kolejka. Była to prosta, ale skuteczna strategia kontrariańska – gra przeciwko tłumowi.

Krach z 8 marca 1994 roku

Szczyt pierwszej wielkiej hossy przypadł na 8 marca 1994 roku. Później WIG bardzo szybko stracił około 65%, w czerwcu i lipcu odbił o około 70%, po czym spadł o kolejne 50%. Winą za początek bessy obarczano ówczesnego ministra finansów Jerzego Osiatyńskiego, który powiedział, że „drzewa nie rosną do nieba”.

Paradoksalnie jeden z najlepszych sukcesów Kuczyńskiego przypadł właśnie na tę bessę. Razem z kolegą wziął kredyt i kupił akcje Polifarbu Cieszyn w ofercie pierwotnej, licząc na dobre wyniki firmy w sezonie remontowym. Debiut trafił na okres odbicia i przyniósł około 120% zysku. Sam gość przyznaje jednak, że był to sukces „z głupoty”, a nie efekt przemyślanej strategii.

Dźwignia i brak nadzoru

W latach 90. powszechnie korzystano z kredytu do gry. Kuczyński miał linię kredytową na 150% własnego kapitału. Nie było jeszcze KNF – nadzór bankowy funkcjonował w NBP. Pole do nadużyć i sterowania kursami było wtedy, jego zdaniem, największe. Ludzie sprzedawali domy i samochody, by grać na giełdzie – i często je tracili. Znał inwestora, który zarobił równowartość dzisiejszych 6 mln zł i wszystko stracił.

Uśrednianie w dół – kosztowna lekcja

Kuczyński przestrzega przed uśrednianiem pozycji w dół, zwłaszcza na kontraktach terminowych. Opowiada historię inwestora, który miał 150 tys. zł i grał na wzrost WIG20. Rynek spadał, a on dopłacał depozyt, aż skończyły mu się pieniądze. Bank zamknął pozycje, zostawiając go z 8 tys. zł długu – a dwa dni później kurs odwrócił się w jego kierunku.

  • Uśredniaj w górę, nie w dół: dokładaj do pozycji, która zarabia.
  • Przesuwaj stop loss: wraz ze wzrostem kursu podnoś poziom obronny.
  • Kontrakty to inna liga: uśrednianie na akcjach bez dźwigni to coś zupełnie innego niż na lewarowanych derywatach.

Stop loss nie jest „dla małych dziewczynek”

Część traderów twierdzi, że zlecenia obronne to oznaka słabości. Kuczyński nazywa to bzdurą – dzięki stop lossom kilka razy uniknął potężnych strat. Ilustruje to anegdotą z Wall Street o inwestorze, który „odbierał sygnały od UFO” przez antenkę w butelce po Coca-Coli. Odnosił sukcesy, bo gdy się mylił, wszyscy się z niego śmiali, więc szybko zamykał pozycję. Gdy trafiał, trzymał ją bardzo długo. Morał: liczy się konsekwentny system zarządzania ryzykiem, nawet jeśli wygląda na zwariowany.

Bańki spekulacyjne: od dotcomów do AI

Piotr Kuczyński przeżył na rynku wiele baniek. Przypomina, że Alan Greenspan w 1996 roku mówił o „irracjonalnym entuzjazmie”, a Nasdaq i tak wzrósł potem o około 400%, zanim spadł o 75%. Kolejną była bańka kredytów subprime z 2008 roku.

Nie ma analityka, który przewidzi koniec hossy, kiedy ta hossa trwa.

Rynki poruszają się od skrajnego przewartościowania do skrajnego niedowartościowania, napędzane chciwością i strachem. Dlatego Kuczyński unika podawania konkretnych poziomów szczytów i dołków.

Bitcoin, złoto i sztuczna inteligencja

  • Kryptowaluty: należy do grupy ekonomistów (obok Stiglitza i Krugmana), którzy uważają, że Bitcoin nie ma wartości fundamentalnej. Jako ryzyko wskazuje rozwój komputerów kwantowych.
  • Złoto: od kilkunastu lat radzi trzymać 10–15% wolnych aktywów w fizycznym złocie – nie dla zysku, lecz jako zabezpieczenie na wypadek katastrofy.
  • AI: może być bańka na pojedynczych spółkach, ale nie w samej technologii, która jest dopiero na początku drogi. Poleca książki „Nadchodząca fala” Mustafy Suleymana oraz „Superinteligencja” Nicka Bostroma.

Apetyt na ryzyko a wiek

Kuczyński przypomina prostą regułę: udział akcji w portfelu to 100 minus wiek. Młody inwestor może odrobić straty kilka razy, starszy – może już nie mieć na to czasu. Sam zauważa, że z wiekiem apetyt na ryzyko wyraźnie spada, choć zdarzają się wyjątki.


Podsumowanie

  • Pierwsza sesja GPW odbyła się 16 kwietnia 1991 roku, w siedzibie dawnego KC PZPR, z udziałem pięciu spółek.
  • Obserwacja tłumu w POK-ach była skutecznym wskaźnikiem kontrariańskim.
  • Krach z marca 1994 roku pokazał, jak dźwignia i euforia potrafią niszczyć kapitał.
  • Stop loss i uśrednianie w górę chronią przed katastrofalnymi stratami.
  • Ludzka psychologia – chciwość i strach – nie zmieniła się od lat 90.

Najczęściej zadawane pytania

Kiedy odbyła się pierwsza sesja na GPW?

Pierwsza sesja Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie odbyła się 16 kwietnia 1991 roku. Notowano wtedy pięć spółek, a handel prowadzono w systemie jednego fixingu.

Jak składano zlecenia na giełdzie w latach 90.?

Inwestorzy wypełniali papierowe formularze w punktach obsługi klienta – w różnych kolorach dla kupna i sprzedaży. Zlecenia przyjmował makler, a kursy śledzono na telegazecie.

Dlaczego uśrednianie w dół jest ryzykowne?

Bo może skończyć się kapitał, zanim kurs się odwróci. Na kontraktach z dźwignią prowadzi to do przymusowego zamknięcia pozycji i nawet długu wobec brokera.

Ile złota warto mieć w portfelu według Piotra Kuczyńskiego?

Około 10–15% wolnych aktywów w fizycznym złocie, traktowanym jako zabezpieczenie na wypadek poważnego kryzysu, a nie inwestycja na krótki termin.

Czytaj też


Zobacz całą rozmowę na kanale YouTube @ZYSKOWNASTRONA:

Nagrano w studiu podcastowym Everstream w Warszawie.