Tradycyjne reguły na rynkach finansowych przestały obowiązywać. Dolar amerykański słabnie, mimo że polityka banków centralnych w Europie i Polsce powinna go umacniać. Inwestorzy z coraz większą rezerwą podchodzą do amerykańskich aktywów, a nieprzewidywalna polityka celna Donalda Trumpa, nazywana przez analityków „TACO trade”, wprowadza stały element niepewności. W tym otoczeniu Federalna Rezerwa jest w potrzasku, a prognozowanie danych z USA przypomina „trafienie szóstki w totka” – analizuje Daniel Kostecki, analityk CMC Markets.
Dlaczego dolar słabnie, gdy powinien być mocny?
Jednym z największych paradoksów na obecnym rynku jest słabość amerykańskiej waluty. Jak zauważa Daniel Kostecki, w sytuacji, gdy Europejski Bank Centralny i Narodowy Bank Polski obniżają stopy procentowe, dolar z zasady powinien zyskiwać na wartości. Dzieje się jednak odwrotnie.
Powodem jest utrata zaufania do amerykańskiej polityki. Chaos związany z cłami oraz rosnący deficyt budżetowy USA sprawiają, że inwestorzy zaczęli traktować amerykański dług „z większą dozą ostrożności”. Notowania walut „odkleiły się” od tradycyjnych czynników, takich jak różnice w stopach procentowych, a zaczęły wyceniać dodatkową premię za ryzyko polityczne. W efekcie kapitał przenosi się poza Stany Zjednoczone, m.in. do Europy, gdzie perspektywy impulsu fiskalnego w Niemczech wyglądają obiecująco. Sentyment do dolara jest najgorszy od 20 lat, a pozycjonowanie na rynku kontraktów terminowych największe od czterech lat.
„TACO Trade” – jak rynek rozgrywa niepewność Trumpa
Nieprzewidywalność prezydenta Trumpa w kwestii ceł zyskała na rynku nową nazwę: TACO, czyli Trump Always Chickens Out (Trump zawsze tchórzy). Strategia ta polega na grożeniu wprowadzeniem taryf, co wywołuje panikę, a następnie odkładaniu decyzji w czasie, co prowadzi do uspokojenia nastrojów.
Analityk zauważa, że termin nałożenia ceł, który upływał 9 lipca, prawdopodobnie zostanie ponownie przesunięty, tym razem na sierpień. Mimo że takie działania podważają wiarygodność, rynek powoli przyzwyczaja się do tego schematu i reaguje coraz mniejszą nerwowością.
FED w poczekalni, dane jak „szóstka w totka”
W tym chaotycznym otoczeniu amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) jest w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony rynek pracy w USA pozostaje mocny, ale z drugiej – dane makroekonomiczne stały się skrajnie nieprzewidywalne. „Trafić w amerykańskie dane w ostatnim czasie to jak trafić szóstkę w totka” – stwierdza Kostecki, wskazując na ostatni odczyt ADP, który był statystycznie niemal niemożliwy do przewidzenia.
Przede wszystkim jednak Fed nie może podjąć kluczowych decyzji, dopóki nie pozna ostatecznego kształtu polityki celnej. Dopiero po wprowadzeniu konkretnych ceł bank centralny będzie mógł oszacować ich wpływ na PKB i inflację, a następnie dostosować swoją politykę. Na razie rynek zakłada, że do pierwszej obniżki stóp procentowych dojdzie we wrześniu.
Europa jako alternatywa?
Słabość dolara i niepewność w USA sprawiają, że inwestorzy coraz przychylniej patrzą na Europę. Oczekiwany w Niemczech duży impuls fiskalny, połączony z niskimi stopami procentowymi EBC, ma szansę pobudzić konsumpcję. Co ciekawe, Europejski Bank Centralny, który do niedawna walczył z wysoką inflacją, teraz zaczyna obawiać się jej spadku poniżej celu 2%, czyli deflacji.










