Papier Milimetrowy, Różowe Zlecenia i Zrzutka na „Antywskaźnik”. Tak Wyglądała Giełda w Latach 90.

Marek Rogalski

Zanim nastała era internetu, aplikacji i handlu jednym kliknięciem, polscy inwestorzy działali w zupełnie innej rzeczywistości. O czasach, gdy wykresy rysowało się ręcznie, zlecenia składało na kolorowych kartkach, a całe środowisko spotykało się w jednej sali, opowiada Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ, który swoją przygodę z giełdą zaczynał 30 lat temu.

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w 1994 roku sesja na warszawskiej giełdzie trwała pół godziny. Inwestorzy, zamiast wpatrywać się w smartfony, musieli osobiście pofatygować się do biura maklerskiego, by złożyć zlecenie na specjalnym, papierowym formularzu. To były czasy pionierskie, pełne pasji, ale też kosztownych lekcji.

Świat Analogowego Tradingu: Wykresy Rysowane Linijką

W rozmowie Marek Rogalski z nostalgią wspomina realia handlu, które dla dzisiejszego pokolenia traderów brzmią jak prehistoria.

  • Zlecenia na karteczkach: Nie było mowy o zleceniach online. Trzeba było osobiście pojechać do biura maklerskiego, odstać swoje w kolejce i wypełnić papierowy formularz. Co ciekawe, zlecenia miały kolory: różowy na kupno, niebieski na sprzedaż. „Staliśmy z kolegą i patrzyliśmy: raz, dwa, trzy, czterech, pięciu kupuje, dwóch sprzedaje” – śmieje się Rogalski, wspominając pierwsze próby oceny sentymentu rynkowego.
  • Wykresy „hand made”: W dobie braku powszechnego dostępu do oprogramowania analitycznego, podstawowym narzędziem pracy był… papier milimetrowy, długopis i ekierka. „Kupowałem papier milimetrowy i będę sam rysował wykres. […] Jak sam narysowałem te moje kropeczki, ja widziałem więcej” – tłumaczy analityk. Ręczne tworzenie wykresów, choć dziś niewyobrażalne, budowało głębsze „czucie” rynku.
  • Informacje z gazety i telegazety: Notowania sprawdzało się w porannej gazecie, telegazecie lub na wydrukach dostępnych w biurze maklerskim pod koniec dnia.

Giełdowe Kino i Siła Społeczności

Jednak to, czego najbardziej brakuje w dzisiejszym, zdigitalizowanym świecie, to aspekt społeczny. Biuro maklerskie DM BOŚ przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie stało się nieoficjalnym parkietem, miejscem spotkań całej inwestorskiej śmietanki.

„Na tym piętrze się zbierali wszyscy. Tam po prostu przychodzili i mali i duzi” – wspomina Rogalski.

To tam, przy kawie, wymieniało się plotki, analizy i emocje. Można było podejrzeć, jak grają więksi gracze, ale też wyżalić się po stracie. Co więcej, biuro organizowało swoiste „kino giełdowe” – pracownik na dużym rzutniku wyświetlał wykresy i tłumaczył podstawy analizy technicznej, co było bezcenną formą edukacji.

W tej społeczności zrodziły się też legendy, jak słynny „pan Pasiasty” – inwestor, który był tak skutecznym antywskaźnikiem (czyli mylił się niemal zawsze), że inni gracze robili zrzutkę na jego kolejne transakcje, byle tylko dalej grał i pokazywał, czego nie należy robić.

Bolesna Lekcja: Bankructwo i Lewar

Rogalski dzieli się też historią swojej największej wpadki, która była dla niego brutalną, ale cenną lekcją. Postanowił zagrać pod układ w chylącej się ku upadłości spółce budowlanej, wykorzystując do tego tzw. „odroczkę” – czyli lewar, wymagający wpłaty tylko 1/3 wartości zlecenia.

„W dniu rozprawy sądowej kupię tę spółkę, bo przecież spółki na giełdzie nie bankrutują, nie mogą. […] No i kupiłem za wszystko. Patrzę na komunikat, a tam sędzia nie zgodził się na układ. Mówię: ups. […] Potem był te osy [spadki o 10% bez transakcji], raz, dwa, trzy… wywaliło, nie ma kasy” – opowiada.

Ta historia nauczyła go kluczowej zasady: dywersyfikacji i unikania nadmiernego ryzyka, zwłaszcza na niepłynnych aktywach.

Przebodźcowani i Samotni: Czego Uczą Stare Dzieje?

Refleksje Marka Rogalskiego prowadzą do ważnych wniosków dla współczesnych inwestorów. Jego zdaniem jesteśmy dziś „przebodźcowani” – zalani ogromem informacji, wskaźników i instrumentów, co prowadzi do chaotycznego przeskakiwania z transakcji na transakcję.

Jego rada jest prosta: skup się, zaplanuj transakcję, nie działaj pod wpływem impulsu. Nie musisz być na każdym rynku i łapać każdego ruchu. „Wystarczy, że zrobisz pięć, sześć dobrych deali w roku i masz już te pieniądze, co potrzebujesz”.

Historia początków GPW to nie tylko zbiór anegdot. To przypomnienie, że u podstaw skutecznego inwestowania leżą niezmienne zasady: cierpliwość, dyscyplina, nauka na błędach i, co być może najważniejsze, zdrowe podejście do ryzyka.

Cała rozmowa dostępna jest na naszym kanale YouTube @ZYSKOWNASTRONA