Moim gościem w podcaście Zyskowna Strona był Radosław Chodkowski – inwestor indywidualny, autor bloga „Humanista na giełdzie”, współzarządzający Portfelem SII i współprowadzący podcast Echa Rynku. Rozmowę prowadzi Sebastian Dubiniecki. Tematem przewodnim jest pytanie, które zadaje sobie każdy początkujący: inwestowanie pasywne czy aktywne – i czy 10% rocznie to naprawdę „strata czasu”. Rozmawiamy też o tym, ile kapitału trzeba, by żyć z giełdy, jak łączyć analizę techniczną z fundamentalną i do czego w 2026 roku przydaje się AI.
Artykuł przedstawia opinie gościa podcastu. Nie jest rekomendacją inwestycyjną.
Inwestowanie pasywne czy aktywne – czy 10% rocznie to mało?
Punktem wyjścia jest teza, którą w jednym z wcześniejszych odcinków postawił Tomasz Trela: na giełdę wchodzimy, żeby zarabiać, a nie żeby czuć się bezpiecznie. Radosław Chodkowski zaczyna od zdefiniowania, co znaczy „zarabiać”. Jeśli przyjmiemy około 10% średniorocznie w długim okresie jako wynik szerokiego rynku, dla ambitnego, zwłaszcza początkującego inwestora może to wyglądać skromnie.
Dla wielu osób, które nie mają kompetencji giełdowych, 10% rocznie jest nie do uzyskania stabilnie i długoterminowo na praktycznie żadnym innym instrumencie.
Zdaniem gościa porównanie wygląda tak:
- Lokaty i obligacje: płacą kilka procent rocznie.
- Nieruchomości: nie są pasywne – trzeba nimi zarządzać, rozliczać najemców, robić remonty.
- Rynek kapitałowy: dla osoby bez czasu na aktywne inwestowanie to możliwość uzyskania długoterminowo około 10% rocznie praktycznie bez pracy.
Inwestowanie indeksowe (pasywne kupowanie całego rynku, np. przez ETF-y) nie jest jednak spokojne w każdym okresie – kto pamięta 2008 rok i początek 2009, ten wie, jak głębokie potrafią być spadki. Chodkowski zauważa też, że wielu doświadczonych inwestorów z czasem dokłada ETF-y do portfela: na rynkach, na których nie mają przewagi, albo po to, by dobrobyt rodziny nie zależał wyłącznie od ich własnych decyzji.
Ile pieniędzy trzeba, żeby zacząć inwestować i żyć z giełdy?
Na pytanie o minimalny kapitał na start gość odpowiada, że to kwestia „poziomu bólu”. Sam zaczynał od 3000 zł. Test jest prosty: czy strata 30% kwoty nas rusza? Jeśli tak – suma jest sensowna na start. Jeśli sama myśl o takiej stracie nas paraliżuje, kwota jest za duża na naszą sytuację życiową.
Inaczej wygląda pytanie o życie z giełdy. Chodkowski przyjmuje orientacyjnie 5 mln zł na jedną dorosłą osobę w gospodarstwie domowym. Według jego założeń taki kapitał pozwala na około 10 000 zł miesięcznie „na rękę” po podatkach, z zapasem na słabe lata.
Są lata świetne, ale są lata słabe, i te słabe potrafią trwać cztery, pięć, czasami siedem lat.
Jak wybrać rynek i jak głęboko się angażować?
Wybór rynku zaczyna się od celów: czy chcemy być aktywnym inwestorem, czy wystarczy nam średnia rynkowa stopa zwrotu. Dla inwestora pasywnego gość wybrałby rynki o długim track recordzie – na pewno nie portfel altcoinów. Aktywny inwestor powinien z kolei szukać rynku dopasowanego do swoich kompetencji, czasu i dostępu do informacji. Polski rynek był dla niego naturalnym startem, bo spółki „widać na ulicach”; przy akcjach japońskich czy surowcach zostają nam głównie media i raporty.
Rada Chodkowskiego brzmi: wchodzić głęboko, ale niekoniecznie szeroko.
- Jedna spółka na start: rozrysować (w Excelu, na mapie myśli, nawet na serwetce), co robi, na czym zarabia, jaką ma konkurencję. Trzy–cztery godziny takiej pracy wystarczą, by w miarę dobrze zrozumieć biznes.
- Skreślanie sektorów: gość świadomie pomija branże, na których się nie zna.
- Przewaga konsumenta: samo „lubię iPhone’a, więc kupuję akcje” nie wystarcza. Kilka jego dobrych inwestycji wzięło się jednak stąd, że jako klient zobaczył produkt, który rozwiązuje realny problem i szybko zyskuje użytkowników.
Analiza techniczna czy fundamentalna?
Czy da się zarabiać wyłącznie na analizie technicznej? Zdaniem gościa – da się, ale okno kompetencyjne jest bardzo wąskie: horyzontów czasowych, wskaźników i metod ustawiania stop lossów są tysiące. Na samej analizie fundamentalnej też da się funkcjonować, ale to obraz niepełny – cena rynkowa potrafi długo odbiegać od wartości, zwłaszcza na małych spółkach.
W długim horyzoncie wykres i tak musi odzwierciedlać fundamenty.
Z lat analizy technicznej Chodkowskiemu zostało niewiele, ale konkretnie:
- Wykres minimum dwuletni: krótszych praktycznie nie ogląda i nie rysuje już wskaźników na własne potrzeby.
- Wsparcia i opory: jedyne narzędzia, po które sięga regularnie.
- Ruch boczny po dużych wzrostach: gdy spółka rośnie dwa lata, a potem przez kilka–kilkanaście miesięcy idzie bokiem, to sygnał ostrzegawczy i moment na ustawienie alertu lub stop lossa.
- Wypłaszczenie po długich spadkach: może oznaczać odwracanie się sentymentu – wtedy trzeba poznać fundamenty i story spółki.
Mimo fundamentalnego podejścia gość przyznaje, że saldo portfela sprawdza około 30 razy dziennie.
Strategia 100% w 2–3 lata: GARP, dywidendy i płynność
Chodkowski skupia się na mniejszych spółkach. Wchodząc w walor, zakłada, że w ciągu dwóch–trzech lat jest na nim do zarobienia około 100%, i musi wiedzieć, skąd ten wzrost ma się wziąć. Jest mu blisko do podejścia GARP (growth at a reasonable price – wzrost za rozsądną cenę): lubi spółki rosnące systematycznie, generujące gotówkę, liderów mikrosektorów rosnących po 30–40% rocznie. Unika biznesów „zero-jedynkowych”, takich jak producenci gier czy biotechnologia.
- Dywidendy: przez 17 lat inwestowania nie wypłacił z portfela ani złotówki. Wysoka dywidenda bywa dla niego sygnałem, że spółka nie ma pomysłu na reinwestowanie zysków.
- Płynność: na mniej płynnych spółkach potrafi przy otwieraniu pozycji podbić kurs o kilka procent, a przy wyjściu – zrzucić go o kilkanaście. Obserwator widzi „wielką czarną świecę”, a to po prostu inwestor zamykający pozycję.
- Wezwania: gdy wzywający to główny akcjonariusz, często oddaje akcje w pierwszym wezwaniu, zamiast mrozić kapitał w nadziei na 10–15% więcej.
W rozmowie pada przykład Żabki. Wezwanie na wszystkie akcje spółki po 32 zł ogłosiła Alimentation Couche-Tard (właściciel Circle K); według wnp.pl zapisy przedłużono do 26 października 2026 r., a po rozliczeniu spółka ma zniknąć z GPW. Gość uważa, że delistingów nie zatrzymamy, a kluczowe są uczciwa premia i czytelne zasady wyznaczania ceny.
Planu na bessę Radosław Chodkowski nie ma – ocenia każdą spółkę osobno. Portfel buduje tak, by można było nie zaglądać do niego dwa lata bez ryzyka, że połowa spółek zbankrutuje.
AI w analizie spółek i wiedza księgowa inwestora
AI pomaga gościowi w dwóch obszarach:
- Wstępny research: raport w trybie deep research o nowej spółce, jej modelu biznesowym i konkurencji – drobne błędy nie szkodzą, bo to jeszcze nie moment decyzji.
- Wyszukiwarka po raportach: baza dokumentów w narzędziu typu NotebookLM, z której szybko wyciąga np. datę programu motywacyjnego czy liczbę pracowników w danym kwartale.
Ekstrakcji danych finansowych modelom nie powierza – wielokrotnie się na tym potykały. Zadanie „wytypuj pięć spółek” ma sens tylko jako wstępny filtr na radar. Przestrzega też przed pułapką: można spędzać godziny na konfigurowaniu narzędzia, które ma oszczędzić minuty – trzeba zdecydować, czy chce się być ekspertem od AI, czy od inwestowania.
Czy inwestor musi znać księgowość? Prędzej czy później tak – choć z perspektywy inwestora, nie biegłego rewidenta. Przykłady z rozmowy: rozliczenia międzyokresowe, wycena kontraktów budowlanych w toku czy różnice między raportem za IV kwartał a zaudytowanym raportem rocznym na NewConnect. Prowadzący zwraca uwagę, że od 1 stycznia 2027 r. ruszą Osobiste Konta Inwestycyjne (OKI), co może przyciągnąć na giełdę kolejną falę osób bez tej wiedzy. Gość przypomina, że sam, wchodząc na rynek w 2009 roku, obiecywał rodzicom jacht z zysków i zakładał 100% rocznie – a potem przyszła dekada 2010–2020, w której polskie indeksy szły bokiem.
Podsumowanie
- Inwestowanie pasywne ma sens dla osób bez czasu i kompetencji: około 10% rocznie w długim terminie to wynik trudny do osiągnięcia gdzie indziej.
- Kapitał na start dobieraj do „poziomu bólu”; orientacyjny próg życia z giełdy według gościa to 5 mln zł na dorosłą osobę.
- Wchodź głęboko, ale wąsko – lepiej dobrze zrozumieć kilka spółek niż powierzchownie cały rynek.
- Najskuteczniejsze według gościa jest połączenie długoterminowych trendów na wykresie z analizą fundamentów.
- AI to dobre narzędzie do researchu i wyszukiwania, ale nie do ekstrakcji danych ani typowania spółek do kupienia.
Najczęściej zadawane pytania
Czy inwestowanie pasywne ma sens?
Według Radosława Chodkowskiego tak, szczególnie dla osób, które nie mają czasu ani kompetencji, by pokonywać rynek. Około 10% rocznie w długim terminie to wynik, którego lokaty, obligacje czy nieruchomości nie dają bez dodatkowej pracy.
Ile pieniędzy potrzeba, żeby żyć z giełdy?
Gość przyjmuje orientacyjnie 5 mln zł na jedną dorosłą osobę, co według jego założeń daje około 10 000 zł netto miesięcznie z zapasem na kilka słabych lat z rzędu.
Czy da się inwestować tylko na analizie technicznej?
Da się, ale to trudne, bo liczba horyzontów, wskaźników i metod jest ogromna. Chodkowski łączy fundamenty z długoterminowym wykresem: patrzy na co najmniej dwuletnie trendy oraz poziomy wsparcia i oporu.
Czy AI może wybierać spółki do portfela?
AI sprawdza się jako wstępny filtr i narzędzie do researchu, ale decyzję trzeba podjąć samodzielnie po własnej analizie. Gość nie powierza modelom nawet wyciągania danych z raportów finansowych.
Czytaj też
- Jak zacząć inwestować na giełdzie? Tomasz Trela o złudzeniach inwestorów
- Wielkie kłamstwo „pasywnego” inwestowania i pułapka ETF-ów
- Fundamenty czy analiza techniczna? Co naprawdę steruje rynkami w 2026
- AI w inwestowaniu: narzędzie bogów czy generator bankructwa?
Zobacz całą rozmowę na kanale YouTube @ZYSKOWNASTRONA:
Nagrano w studiu podcastowym Everstream w Warszawie.















