Podcast o inwestowaniu i giełdzie. Nowa rozmowa co tydzień.Najnowsze odcinki    Kody dla widzów
Rynki
Wczytuję notowania…
TradingViewPełne notowania na TradingView

Time in the market: dlaczego łapanie dołków się nie opłaca? Tomasz Trela

Tomasz Trela w podcaście Zyskowna Strona o time in the market i psychologii inwestowania

W drugiej części rozmowy Tomasz Trela – inwestor, specjalista od rynku opcji, były zarządzający funduszem i twórca Uniwersytetu Inwestycyjnego – rozmawia z prowadzącym Sebastianem Dubinieckim o psychologii i pułapkach rynku. Główna teza: time in the market, czyli czas spędzony na rynku, wygrywa z próbami łapania dołków i szczytów. W rozmowie nagranej w 2026 roku padają też mocne słowa o analizie technicznej, day tradingu, CFD i opcjach jako narzędziu kontroli ryzyka.

Artykuł przedstawia opinie gościa podcastu. Nie jest rekomendacją inwestycyjną.

Trading czy inwestowanie – co jest łatwiejsze?

Zdaniem gościa – inwestowanie. Day trading wymaga całego dnia przed monitorami, a efekt zależy wprost od liczby godzin przy platformie. To się nie skaluje. Inwestor, który zostaje akcjonariuszem dobrej spółki, myśli w perspektywie kwartałów i lat, a w tym czasie może zająć się życiem.

Prowadzący dodaje wątek zmęczenia decyzyjnego (ang. decision fatigue): im więcej decyzji podejmujemy w ciągu dnia, tym gorsza ich jakość. Polski trader rynku amerykańskiego siedzi przy ekranie do ok. 22:00, a kryptowaluty nie zamykają się nawet w święta.

Większość osób przychodzi na giełdę po to, żeby zarobić i się nie narobić. A potem kupujemy monitory i siedzimy przy nich od rana do wieczora.

Aktywność to nie zyskowność

Według Tomasza Treli źródłem problemu jest przenoszenie logiki z pracy zawodowej: więcej godzin = większe zarobki. Na giełdzie jest odwrotnie – mniejsza liczba transakcji zwykle sprzyja lepszym wynikom. Gość przywołuje popularną w branży anegdotę o tym, że najlepsze wyniki miały rachunki osób, które zapomniały hasła lub zmarły – sam zaznacza, że broker nigdy oficjalnie nie potwierdził takiego badania. Prowadzący przypomina słowa przypisywane Warrenowi Buffettowi: na rynku pieniądze płyną od aktywnych do cierpliwych.

Inwestycja czy spekulacja? Akcje kontra złoto i bitcoin

Gość proponuje prosty test: co dostajesz w zamian za posiadanie aktywa? Akcja daje udział w przychodach, zyskach i przepływach pieniężnych spółki. Uncja złota czy bitcoin po 20 latach to wciąż ta sama uncja i ten sam bitcoin.

  • Akcje: według gościa jedyna klasa aktywów, którą da się racjonalnie wycenić, bo rosnące zyski firmy uzasadniają wyższą cenę dla kolejnych inwestorów.
  • Złoto, bitcoin, ropa: w ujęciu gościa to spekulacja – cenę napędzają psychologia, moda i popyt, a nie przepływy pieniężne.

Prowadzący zauważa, że złoto daje jednak coś niematerialnego – spokojniejszy sen. Gość odpowiada pytaniem o cel: bezpieczeństwo psychiczne czy pomnażanie kapitału?

Time in the market: dlaczego łapanie dołków się nie opłaca

To centralny wątek rozmowy. Zdaniem Tomasza Treli próby wychodzenia z rynku przed spadkami i powrotu przed odbiciem statystycznie dają gorsze wyniki niż stałe zaangażowanie.

  • Najlepsze dni: analizy (m.in. J.P. Morgan Asset Management) pokazują, że ominięcie zaledwie 10 najlepszych sesji w ciągu 20 lat mniej więcej o połowę obniża wynik inwestora w indeks S&P 500.
  • Przykład gościa: spółki AI z jego portfela wzrosły o 50–60% w ciągu około półtora miesiąca od początku kwietnia. Jak wylicza, ominięcie jednego takiego miesiąca w ostatnich pięciu latach obniżyłoby jego średnioroczny wynik z ok. 30% do ok. 13%.
  • Paradoks prognozy: gdyby korekty dało się przewidzieć, banki centralne podjęłyby działania, by im zapobiec – a wtedy prognoza okazałaby się błędna.

Najlepszy moment na zasadzenie drzewa był 30 lat temu. Kolejny jest dziś.

Gość idzie dalej: wolne środki (np. premię z pracy) lepiej zainwestować od razu całą kwotą (ang. lump sum) niż czekać na korektę lub rozkładać zakupy w czasie (DCA, uśrednianie ceny zakupu). Mówi, że wskazują na to „wszystkie badania” – w rzeczywistości najczęściej cytowana analiza Vanguarda pokazuje, że jednorazowa inwestycja wypadała lepiej w ok. dwóch trzecich przypadków historycznych, a nie zawsze. DCA ogranicza z kolei ryzyko wejścia tuż przed spadkiem.

Czy analiza techniczna działa?

Odpowiedź gościa jest krótka: „do kosza”. Argument: gdyby publicznie dostępny wskaźnik pozwalał przewidywać ceny ze skutecznością powyżej 50%, arbitrażyści natychmiast by go wykorzystali, a masowe użycie sprawiłoby, że przestałby działać. Jego zdaniem inwestorzy lepiej wyszliby na wejściu w losowym momencie niż na podstawie popularnych wskaźników.

Tomasz Trela doprecyzowuje jednak, że skuteczność to nie wszystko. Liczy się wartość oczekiwana – iloczyn prawdopodobieństwa i potencjalnego zysku lub straty. Nawet 10% szans może się opłacać, jeśli możliwy zysk jest 11 razy większy od możliwej straty.

Dawid kontra Goliat: przewaga inwestora indywidualnego

Gość, który pracował po stronie instytucjonalnej i indywidualnej, uważa, że mały inwestor ma realną przewagę nad funduszami:

  • Jeden cel: maksymalny zysk przy akceptowanym ryzyku. Fundusz ma regulatora, limity alokacji i czarne listy spółek (np. ze względu na ryzyko insider tradingu).
  • Brak presji klientów: w korekcie zarządzający musi sprzedawać, bo klienci wycofują pieniądze. Po dużych wzrostach nie odmówi nowym wpłatom, nawet gdy rynek jest drogi.
  • Wizerunek: fundusz musi brać pod uwagę PR – nie każdą spółkę może kupić.

Rozmówcy przypominają też skrajne przypadki oszustw, jak afera Madoffa czy Wirecard, ale zdaniem gościa są to zdarzenia na tyle rzadkie, że nie powinny wykolejać długoterminowej strategii.

Opcje jako bezpieczna dźwignia

Opcja to instrument pochodny dający prawo (nie obowiązek) kupna lub sprzedaży aktywa po ustalonej cenie w przyszłości. Gość podkreśla, że opcje giełdowe to coś zupełnie innego niż zakazane w Polsce dla klientów detalicznych opcje binarne. Powstały jako narzędzie zabezpieczające – historia sięga starożytnej Grecji i przypisywanej Talesowi z Miletu transakcji na prasy do oliwek.

„Bezpieczna dźwignia” to według gościa pozycja, w której z góry znasz maksymalną stratę i możesz policzyć prawdopodobieństwo zysku oraz straty. Przy zwykłym zakupie akcji taki profil jest mniej przewidywalny.

Tomasz Trela opisuje też pozycję syntetyczną, która naśladuje zachowanie 100 akcji bez ich kupowania – przy niewielkim lub zerowym koszcie wejścia, z zabezpieczeniem np. w krótkoterminowych obligacjach skarbowych, których oprocentowanie może zastąpić dywidendę. Warto pamiętać, że taka pozycja przynosi takie same straty jak posiadanie akcji, wymaga depozytu i nie daje praw akcjonariusza. Gość zastrzega: opcji nie uczy się w oderwaniu od akcji – to „kolejny level”, a nie punkt startowy.

Dlaczego w Polsce rynek opcji praktycznie nie istnieje? Poza opcjami na WIG20 większość spółek z GPW ma zbyt małą płynność, by opłacało się notować na nie opcje. Polacy – zdaniem gościa – boją się też tego instrumentu po doświadczeniach 2008 roku, choć ówczesne opcje walutowe były zupełnie innymi kontraktami.

CFD, Forex i geopolityka

Rynek Forex jest niezbędny do wymiany walut, ale spekulację na kursach gość uważa za „grę przegraną na starcie” – skoro banki centralne i największe fundusze nie potrafią prognozować kursów, inwestor „w kapciach przy komputerze” też nie. CFD porównuje do kasyna: nie trzeba go zakazywać, ale struktura instrumentu działa przeciwko graczowi, a wiele osób nie rozumie kosztów finansowania pozycji trzymanych przez noc.

Wpływ geopolityki na portfel długoterminowy? „Zerowy”. Gość przypomina kryzys kubański, embargo naftowe z lat 70., II wojnę światową i Wielki Kryzys 1929 roku. Krótkoterminowe reakcje na newsy przejmują dziś algorytmy działające w ułamkach sekund – inwestor indywidualny nie ma tu przewagi.

Psychologia inwestowania: dlaczego, dlaczego, dlaczego

Co szkodzi portfelowi bardziej – brak wiedzy czy psychika? Zdaniem gościa psychika. Kupno dobrej spółki odrobinę za drogo nie zrujnuje portfela, a panika w korekcie – tak. Przywołuje Mike’a Tysona: każdy ma plan, dopóki nie dostanie ciosu.

Metoda gościa to dochodzenie do pierwotnej przyczyny przez wielokrotne pytanie „dlaczego?”. Sprzedaż w dołku bywa skutkiem zmęczenia, konfliktu w pracy czy nieprzespanej nocy – w ok. 90% przypadków przyczyna, jego zdaniem, jest „w głowie”. Jako przykład myślenia od pierwszych zasad podaje SpaceX: rozbicie kosztów rakiety na czynniki pierwsze pokazało, że same materiały to niewielki ułamek ceny (Elon Musk mówił w wywiadach o ok. 2%).

Rozmówcy omawiają też pułapki opisane przez Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego:

  • Niechęć do strat (ang. loss aversion): nie chcemy zaksięgować straty, choć powinniśmy sprzedać.
  • Efekt posiadania: wyżej cenimy akcje, które już mamy – i wybaczamy spółce więcej.
  • Znajomość marki to nie analiza: kupujemy Apple, bo mamy iPhone’a, a nie dlatego, że zbadaliśmy wycenę i przepływy pieniężne.

Inwestowanie jest proste: kup wybitną spółkę po dobrej cenie. Kropka. Ludzie z wysokim IQ mają tendencję do komplikowania prostych rzeczy.


Podsumowanie

  • Time in the market wygrywa z timingiem – ominięcie kilku najlepszych sesji potrafi o połowę obniżyć wynik.
  • Większa aktywność nie oznacza większych zysków; day trading trudno utrzymać przez dekady.
  • Zdaniem gościa tylko akcje mają ekonomiczne uzasadnienie wzrostu ceny – złoto i bitcoin to spekulacja.
  • Opcje mogą służyć jako policzalna, kontrolowana dźwignia, ale dopiero po opanowaniu inwestowania w akcje.
  • Największym ryzykiem dla portfela jest psychika, nie brak wiedzy o wskaźnikach.

Najczęściej zadawane pytania

Co oznacza „time in the market beats timing the market”?

To zasada, zgodnie z którą stałe zaangażowanie na rynku daje zwykle lepsze wyniki niż próby wychodzenia przed spadkami i wracania przed wzrostami. Ominięcie nawet kilku najlepszych dni może mocno obniżyć długoterminową stopę zwrotu.

Lepiej zainwestować od razu całą kwotę czy uśredniać?

Historycznie jednorazowa inwestycja wypadała lepiej w ok. dwóch trzecich przypadków (analiza Vanguarda). Uśrednianie (DCA) ogranicza jednak ryzyko wejścia tuż przed dużym spadkiem.

Czy analiza techniczna pozwala pokonać rynek?

Tomasz Trela uważa, że nie – ogólnodostępny wskaźnik, który by działał, zostałby szybko wykorzystany przez arbitrażystów i przestałby działać.

Dlaczego w Polsce prawie nie ma opcji na akcje?

Większość spółek na GPW ma zbyt małą płynność, by opłacało się notować na nie opcje. Poza opcjami na WIG20 polscy inwestorzy korzystają z opcji głównie na rynkach zagranicznych.

Czytaj też


Zobacz całą rozmowę na kanale YouTube @ZYSKOWNASTRONA:

„Time in the market”. Dlaczego łapanie dołków to matematyczne samobójstwo? – Tomasz Trela

Nagrano w studiu podcastowym Everstream w Warszawie.

One Comment

Comments are closed.